29 lutego 2016

Rozdział I. Przysięga warta złamanego knuta, uporczywa tęsknota i baśń o Ofelii

Wrzesień, rok 2017

Kochany pamiętniczku!

Jestem bardzo śpiąca, ale nie usnęłabym bez opisania NDŻ. Nareszcie doczekałam się Najważniejszego Dnia Życia, dnia wyjazdu do Hogwartu, o którym śniłam latami i wyobrażałam sobie, jak będzie wyglądać.
Rano zjadłam owsiankę z bananami, a zdenerwowani rodzice sprawdzali, czy w kufrze są wszystkie rzeczy. Szaty, podręczniki oraz różdżkę starannie zapakowałam tuż po zakupach na Pokątnej, wczoraj do bagażu doszły inne magiczne akcesoria szkolne, w tym pióro i mnóstwo pergaminu. Bieliznę i ubrania dzienne próbowałam złożyć sama, niestety nie obyło się bez pomocnego zaklęcia mamy. Wychodząc z domu, omal nie zapomnieliśmy o burej uszatce o imieniu Margo. Wolałam kota, ale mama powiedziała, że jestem za mała na opiekę nad tym zwierzęciem. Tatuś znalazł rozwiązanie. Za dwa lata do Hogwartu pojedzie Hugo i Margo będzie naszą wspólną sową, a ja dostanę wymarzonego kota. Warunek jest jeden. Muszę dobrze się uczyć!
Na peronie spotkaliśmy Potterów, Teda i innych Weasleyów. Lily okropnie marudziła, że chce jechać do szkoły, a Hugo wydawał się wystraszony tłumem. Albus wyglądał na obrażonego i w pociągu powiedział mi, że James przez całą drogę na King's Cross żartował, że trafi do Slytherinu. Nie uwierzyłam w to i pocieszyłam Albusa. Przecież na wakacjach przysięgaliśmy sobie, że razem będziemy w Gryffindorze.
Pożegnanie z rodzicami było trudne. Mama skrycie uroniła łzę, a tato uśmiechał się głupkowato, jak zawsze, gdy ma nerwy. Tatuś zwrócił naszą uwagę na Scorpiusa, syna tego pyszałkowatego Malfoya, z którym nigdy się nie lubili. Powiedział, żebym była lepsza od chłopca we wszystkim. Głupie. Jakoś nie widzę potrzeby rywalizacji z osobą, z którą pewnie ani razu nie zamienię słowa.
W pociągu zajęłam przedział z kuzynkami. Roxanne i Lucy bardzo się przyjaźnią i są tylko o rok starsze ode mnie, towarzyszyła nam też zaczytana w książce Molly. Albus najpierw poszedł z chłopcami, Jamesem, Fredem i Louisem, po pół godzinie dołączył do nas. Z rumieńcami oświadczył, że brat wciąż nie dawał mu spokoju i naśmiewał się, aby poszedł do przedziału Ślizgonów, co za okropieństwo!
Kocham Ala. Graliśmy w kieszonkowe szachy, a później po raz pierwszy samodzielnie wydaliśmy pieniądze, zakupując górę słodyczy. Czekoladowa żaba Albusa wskoczyła na głowę Molly. Jej pisk musieli słyszeć uczniowie w sąsiednich przedziałach… Poza tym incydentem podróż minęła dobrze. Pod wieczór pociąg wjechał na stację Hogsmeade, a z Albusa jakby uleciała cała wcześniejsza radość. Kiedy wszyscy zachwycali się pięknie oświetlonym zamkiem, on milczał, wpatrzony w ciemną wodę jeziora. Milczał podczas wkraczania w szkolne mury i zabawnego powitania profesora Flitwicka. Milczał, kiedy w Wielkiej Sali głowy pierwszoroczniaków obracały się jak kalejdoskopy. My podziwialiśmy zaczarowane niebo i tysiące lewitujących świec, a on szedł gdzieś z tyłu, cały blady.
Ceremonia przydziału ciągnęła się długo. Co rusz przy którymś ze stołów wybuchały żwawe oklaski i sama zaczęłam się stresować. Prosiłam w myślach o łaskę starej tiary i przydzielenie Albusa do Gryffindoru. Po wyczytaniu Ala mój kuzyn o mały włos nie potknął się o własne nogi. Zajął stołek, a kapelusz zakrył mu połowę twarzy. Tiara zastanawiała się głośno, aż w końcu wykrzyknęła…
SLYTHERIN!!!
Ślizgoni entuzjastycznie bili brawa, ale nie dość, aby pocieszyć Albusa. Mój biedny, kochany Al, sam jak palec wśród Ślizgonów.
Przyszła i moja kolej. Tiara zasugerowała, że nadam się tylko do wytężonej nauki i przydzieliła mnie do Ravenclawu. Przy stole ujrzałam uśmiechnięte Victoire i Dominique, i nawet się ucieszyłam, choć później płakałam. Nie tak miało być…
Jutro powitam dzień w granatowo-srebrnych barwach.
Przez następne siedem lat będę rozwiązywać zagadki kamiennej kołatki, żeby dostać się do dormitorium.
A z Albusem spotkam się na pierwszej lekcji zaklęć.

Dobranoc, pamiętniczku. Zgaszę już świecę, żeby nie obudzić Lisy, Diany i Clementine, moich nowych koleżanek.

Napisała Rose dnia 1 września

*

Kochany Tato!

Minął pierwszy tydzień nauki. Nadal nie odnajduję się w Slytherinie. Ciągle jest mi smutno po tym, jak Tiara Przydziału wyszeptała, że nie posiadam cech Gryfona i musi działać w zgodzie z tym, co "jasne jak słońce". Zająłem łóżko obok Scorpiusa Malfoya. Okazał się miłym chłopcem, przynajmniej na razie tak uważam. W lochach jest zimno. Nigdy nie usiądę przed kominkiem z bratem i kuzynami w przytulnym salonie, żeby pograć w gargulki albo eksplodującego durnia… Nasz kominek zdobią brzydkie, kamienne węże. Od patrzenia na nie dostaję ciarek.
Spotkałem Rose na paru lekcjach. Szybko znalazła przyjaciółki i chyba dobrze czuje się w Ravenclawie. Podobają mi się eliksiry i latanie na miotle. Wypadłem najlepiej z całej grupy, ale na początku Nimbus nie posłuchał mojego wezwania. Później latałem bez problemów i pomogłem kuzynce Scorpiusa, Selene, pokonać strach przed wysokością.
Czuję się trochę samotny, tato.

Albus

*

Kochany Albusie!

W życiu nie można zmienić zarówno biegu rzeki, jak i cofnąć czasu. Tiara Przydziału jest nieomylna w swoich osądach i pewnego razu w lustrzanym odbiciu ujrzysz szczęśliwego młodzieńca, który jest dumny z przynależności do Domu Węża. Wierzę w to ja oraz mama, nieco zaniepokojona twoim ostatnim listem. Jesteśmy dumni z tego, że wykazujesz się koleżeństwem i służysz pomocną dłonią. Bądź sobą, synu. Nie patrz na to, czego nie otrzymałeś od losu, patrz na to, co zaoferowało tobie życie. Może jesteś za młody na górnolotne przemyślenia staruszka, lecz proszę zatrzymaj tę wiadomość i wróć do niej za trzy, cztery lata. Pomyślisz wtedy z ulgą, że ojciec miał rację!
A teraz parę rad. Ucz się pilnie, słuchaj nauczycieli i odrabiaj lekcje na bieżąco. Pierwsza klasa nie przysparza wielu trudności, myślę również, że dasz sobie radę śpiewająco, ale sam pamiętam, jakby to było wczoraj, drętwiejące od pisania palce. Raz na parę dni sprawdzaj, co u Jamesa – on dostał to samo polecenie dotyczące ciebie. Jeśli będziesz tęsknił za domem, pomyśl, że do przerwy świątecznej pozostało niewiele czasu.

Przesyłamy moc uścisków, buziaków i miłości,

tata, mama i wyjątkowo humorzasta dziś Lily

*

Szanowny ojcze!

Zgodnie z twoim życzeniem trafiłem do Slytherinu. Razem ze mną Albus Potter. Czy mogę się z nim kolegować? Wydaje się przyjacielski, a ja chciałbym mieć przyjaciela. Miałeś rację, ojcze, lochy są przytulnym miejscem. Zdobyłem już dziesięć punktów opanowanie prostego zaklęcia, ale Albus lepiej niż ja latał na miotle. Wyglądał, jakby nie wkładał żadnego wysiłku w utrzymanie się na trzonie. Obaj chcemy grać kiedyś w quidditcha i dobrze się uczyć. Wczoraj niechcący wszedłem w ducha Krwawego Barona i ciągle kicham.

Pozdrów matkę, babkę i dziadka,

Scorpius Hyperion

*

Drogi Scorpiusie Hyperionie!

Rad jestem twoją nowiną, choć było to oczywiste. Byłbym wielce niezadowolony i zaskoczony, gdyby Tiara Przydziału umiejscowiła cię w innym Domu. Ale że mały Potter… Cóż, Scorpiusie, zawsze powtarzałem, że idealne dla ciebie grono znajomych to właśnie Ślizgoni. Syn Pottera wcale nie musi pójść w ślady ojca i być aniołem miłosierdzia uwielbianym przez tłumy. Pamiętaj jedynie, aby nie pokładać w nim całego zaufania. Zachowaj dystans, a to, czy jest godzien twej sympatii, okaże się za parę lat. Postaraj się także wkładać więcej wysiłku w naukę i inne zajęcia, aby nie pysznił się i nie robił z ciebie głupca.
W Slytherinie zawsze znajdziesz sobie doborowe towarzystwo, kto wie, Potter może do niego należeć. Przyjrzyj się dzieciom moich przyjaciół z lat szkolnych, a innych raczej unikaj. W szczególności dzieci szlam przejawiających groźne zainteresowanie mugolskimi zabawkami i plugawiących rasę czarodziejską. Nigdy nie pozwól sobie wmówić, że wraz z upływającymi latami powinno być więcej tolerancji dla tych niegodziwców.

PS Następnym razem nagłówki listów zaczynaj wyłącznie wielką literą, inaczej nie będę pokazywać ich ani matce, ani dziadkom, bo pomyślą, że nie masz szacunku do ojca.

D.M.

*

Ukochany!

Piąty raz zaczynam pisać do ciebie. Niedawno wyczarowałam kalendarz odliczający dni do upragnionego ukończenia szkoły… Dopiero wtedy będziemy mogli planować wspólną przyszłość! Bardzo za tobą tęsknię. Nie wiem, czemu przez jedno lato stałam się taka dorosła, dojrzała, ale wszyscy uczniowie wydają się… dziecinni. Odznaka prefekta naczelnego dziwnie ciąży na piersi zamiast napawać radością i dumą, patrolowanie korytarzy oraz okolic szkoły stało się nudne, a trzymanie pieczy nad innymi prefektami ogranicza się do krótkich odpowiedzi na ich pytania w stylu "czy powinienem odjąć wiele punktów za rzucenie łajnobomby w okno?", "dokąd posyłać uczniów, którzy wszczynają bójkę? Skrzydło Szpitalne czy gabinet dyrektora?"… Do tego dochodzi ogrom nauki. Pod papeterią mam rozpoczęty esej na numerologię, a nieco dalej leży podręcznik do eliksirów otwarty na rozdziale o miksturach leczniczych.
Wiem, kochany Tedzie, dlaczego ciężko mi się skupić na obowiązkach. Z tęsknoty i miłości… Staram się, by inni nie dostrzegali, jak bardzo jestem odmieniona przez nasz związek. Wszyscy wokół powtarzają, że w ostatnim roku muszę dać z siebie tyle, ile mogę, że powinnam chłonąć każdą sekundę spędzoną w Hogwarcie, bo do szkoły już nie powrócę. I dobrze… Nie bądź zły, że nie myślę o nauce tyle, ile powinnam. Za jakiś czas na ponów wkręcę się w tryb szkolny i przestanę non stop powracać wspomnieniami do wakacji. Wiem, że nie zobaczymy się przez parę miesięcy i czasami nie wystarczy mi dnia, aby do ciebie napisać, co działa w obie strony. Piekielnie zazdroszczę szkolnym parom, które ściskają się gdzie bądź i nie muszą wzdychać tęskniąco do nieba.
Inną sprawą jest to, że zapowiedziano zimowy bal dla uczniów od trzeciej klasy. Pewnie niedługo zacznę otrzymywać zaproszenia od różnych chłopców. Dlaczego nie organizowano takich wydarzeń, kiedy byłeś jeszcze w Hogwarcie? Bylibyśmy najpiękniejszą parą! Ach, tonę w wyobrażeniach, które nigdy się nie ziszczą. Proszę, doradź mi… Mam pomysł na strój, lecz z drugiej strony brak mi ochoty na zabawę bez ciebie.
Dziękuję za koszyk ze słodyczami, który wysłałeś mi parę dni temu. Na razie stanowi ważny element dekoracyjny na stoliku nocnym, ale zaczynam podjadać te urocze czekoladki w kształcie serca. Mam nadzieję, że zachowałeś kilka dla siebie, bo są przepyszne, a gęsty sos wiśniowy cudownie rozgrzewa stęsknione serce. Takie mam wrażenie.

Kocham cię,

Victoire

*

Najukochańsza!

Cieszę się, że sowa dała radę. Śliczne słodkości dla najsłodszej czarownicy! I tak, nie byłbym sobą, gdybym sam nie spróbował tych czekoladek. Są tak rozgrzewające, że z powodzeniem mogą je kupować staruszkowie mający problemy z krążeniem.
Owszem, uważam, że MUSISZ skupić się na nauce, a nie na rozmyślaniu o niebieskich migdałach. Wiem, co czujesz, sam jestem zakochany bez reszty, ale obecnie ważniejsza jest szkoła. Pamiętaj o tym, że w Mungu zatrudniają najlepszych i zostaniesz uzdrowicielką tylko dzięki byciu pilną, sumienną uczennicą. Moja mała, urocza Vic…
Początki w karierze aurorskiej są trudniejsze, niż sobie to wyobrażałem. Narzekasz na znudzenie i sam mam ochotę pomarudzić. Praktyki pod czujnym okiem Harry'ego wyglądają następująco: punkt ósma zjawiam się w biurze, wypijam poranną czarną kawę, zjadam korzennego bajgla i zabieram się za sortowanie sterty nieuporządkowanych papierów z różnych rozwiązanych lub przedawnionych spraw. Dobrze, że mam bujną wyobraźnię, bo czasem coś poczytam, zaznajomię się i układam w głowie scenariusze, jakobym to ja był bohaterem i pogromcą złodziejów albo zabójców. Nie chcę sprawić zawodu Harry'emu. Wiesz, że od niemal dwudziestu lat jest dla mnie jak ojciec, więc co dzień przychodzę do pracy z szerokim uśmiechem na ustach. Pewnego razu powiedział mi, że tak musi być, że jest sprawiedliwy wobec wszystkich początkujących. Mimo wiary w moje umiejętności nie może zaoferować mi udziału w misji, pomijając lepiej wyszkolonych adeptów. Jestem dumny z tej postawy. Czułbym się jak kretyn, gdybym otrzymał coś niezasłużenie. Im więcej czasu spędzam z wujem, tym lepiej dostrzegam, że jesteśmy ulepieni z tej samej gliny. I jestem wdzięczny za wszystko, co aktualnie posiadam. Kiedyś sny się spełnią.
Idź na bal. Niech cała szkoła zobaczy, jak piękną kreację dla siebie stworzyłaś, bo nie mam żadnych wątpliwości, że będzie to coś niesamowitego. Przyjmij zaproszenie od kogoś miłego i niezbyt nachalnego, dobrze? Nie chciałbym przeprowadzać interwencji na terenie Hogwartu. A gdy muzyka zacznie grać, baw się z przyjaciółmi!
Ucz się, najmilsza. Jesteś w moim sercu w każdej sekundzie życia.

Kocham cię,

Ted

*

ZGŁOSZENIE DO KONKURSU LITERACKIEGO PT. "Historia magii"

Przed wami, drodzy młodzi czarodzieje, formularz zgłoszeniowy do VII edycji jednego z najpopularniejszych konkursów szkolnych, który pobudza wyobraźnię, otwiera umysły i zachęca do zgłębiania wiedzy. Prace konkursowe muszą opowiadać o jednym wybranym zaklęciu, magicznym zwierzęciu, czarodzieju bądź wydarzeniu z przeszłości. Za zachowanie aspektu historycznego zostaną przyznane dodatkowe punkty. Na wasze dzieła czekamy do końca września, a werdykt zostanie ogłoszony na początku kolejnego miesiąca. Formularze wraz z załączonym poematem lub opowiadaniem należy przekazywać profesor Humbleton w dniach od poniedziałku do piątku. Objętość pracy musi zawierać się w jednej rolce pergaminu.

Imię/imiona: Molly
Nazwisko: Weasley
Dom: Gryffindor
Klasa: III
Tematyka pracy: Eliksir Słodkiego Snu

Czarownica Ofelia mieszkała w zamku w głębi zaczarowanego lasu. Piękna i samotna, co noc śniła o przystojnym czarodzieju i ślicznych dzieciach, i każdego ranka budziła się ze łzami zasychającymi na policzkach. Jej marzenie o towarzystwie nie było możliwe do spełnienia, bowiem Ofelię w małym królestwie więziło potężne zaklęcie przesadnie zatroskanego ojca, który zmarł, nim zdążył zdjąć tarczę ze swej jedynej córki. Młoda czarodziejka, niewidzialna dla reszty świata, gdy chciała nacieszyć się czyimś widokiem, musiała zaglądać do lustra. Odbicie w zwierciadle przedstawiało smutną, złotowłosą kobietę o fiołkowych, lśniących oczach i pełnych, zaróżowionych policzkach. Miała także naturalnie czerwone usta i ładne, delikatne dłonie. I na cóż mi uroda, skoro nikt nie może mnie zobaczyć? myślała często Ofelia, przeczesując włosy w dotyku przypominające jedwab.
Zajmowała się uprawą ziół, warzeniem eliksirów i obserwacją gwiazd. Znała na pamięć wszystkie konstelacje, a podczas pełni Księżyca nasłuchiwała wilczego wycia, wpatrując się w srebrzyste zmarszczki wodne na jeziorze otaczającym jej królestwo. Jednak to spędzanie czasu nad rozgrzanym do czerwoności kotłem sprawiało Ofelii najwięcej radości. W piwnicy posiadała regały sięgające aż po sam sufit, wypełnione słojami ze składnikami niekiedy tak ohydnymi, że wyjmowała je ostrożnie za pomocą szczypców. Co jeszcze się tam znajdowało? Doniczki z dziwnymi roślinami zimnolubnymi i stroniącymi od światła, różnokolorowe pyłki, sproszkowane części magicznych zwierząt, smocze łuski, silne trucizny stosownie oznaczone i wiele, wiele innych rzeczy, w tym wagi, puste fiolki i wiekowe księgi eliksirów. Podczas eksperymentów często korzystała z samodzielnie wyhodowanych, upojnie pachnących ziół, które wiosną i latem kąpały się w złotych promieniach.
Ofelia usilnie pragnęła odtworzyć eliksir, na który przepis był ledwie odczytywalny. Ząb czasu odcisnął piętno na wielu stronicach i litery, ozdobna kaligrafia jakiegoś mądrego czarodzieja lub czarownicy, były wyblakłe, rozmazane i nie do odratowania. I tak, aby odzyskać spokój ducha, czarodziejka musiałaby odkryć samodzielnie kluczowy składnik. Śluz gumochłona, gałązki lawendy i ptasi rdest zdołała rozpoznać. Codziennie rozmyślała nad doborem odpowiedniego komponentu i próbowała stworzyć zbawienną miksturę. Chciała eliksiru, który pozbawiłby ją wszelakich snów i oczyścił umysł z niemożliwych do spełnienia marzeń. Niestety, każda próba kończyła się fiaskiem, a stosik błędnych przepisów piętrzył się. Raz wznieciła pożar i osmoliła kocioł, innym razem pechowy dobór składników spowodował eksplozję i czarownica straciła lwią część swoich zapasów.
Mijały miesiące, a życzenie Ofelii blaknęło. Sny o miłości i rodzinie stały się niechcianym pocieszeniem. Czasem jeszcze podejmowała się uwarzenia eliksiru, ale przez nieuniknione błędy coraz rzadziej schodziła do piwnicy, oddając się pielęgnacji dużego ogrodu. Nadzieje na ukojenie duszy były płonne.
Pewnego dnia w wieży zamku zadomowił się nietoperz. Ofelia chciała go usunąć, jednak widok śpiącego zwierzątka, zawieszonego na drewnianej beli czarną głową do dołu, wzbudził w niej litość. Pozwoliła mu zostać i wieczorami obserwowała, jak wylatuje na nocne łowy. Wracał po paru godzinach i spał, i spał, i spał… Myśl o niezmąconym śnie nietoperza tknęła Ofelię w czasie podlewania trzepotek. Może oto po latach cierpienia otrzymałam wskazówkę? pomyślała czarownica. W jednym ze słojów miała zakonserwowane oczy nietoperzy i postanowiła raz jeszcze wytworzyć miksturę. Obiecała sobie, że jeśli się nie uda, już nigdy nie spróbuje.
Ofelia, już niemłoda, obejrzała zachwycający zachód słońca i zeszła krętymi schodami w dół. Do stojącego nad ogniem kotła wlała odpowiednią ilość wody i dodała dwie krople śluzu gumochłona. Zamieszała. Później do wywaru trafiły kolejno lawenda, rdest, łodyżka Asfodelusa. Czoło Ofelii pokrył pot, kiedy powstający eliksir przybrał niebieskawą barwę i przyszedł czas na dodanie ostatniego, kluczowego składnika. Z wahaniem wsypała kilka małych gałek ocznych i zmieszała. Po dziesięciu minutach nerwowego czekania lśniący wywar przybrał barwę delikatnego, różowawego fioletu i płyn przestał bulgotać. Ofelia, trzymając dłoń na sercu, uśmiechnęła się nieznacznie. Gdy eliksir ostygł, wlała go do ozdobnej fiolki i przytknęła do nosa. Sam zapach, słodki i urzekający, sprawił, że stała się senna. Tak, ta receptura działała!
Przed snem upiła trzy małe łyczki i usnęła od razu po przyłożeniu głowy do poduszki. Nie miała żadnych snów. Ani tych dobrych, do jakich tęskniła, ani tych złych, których się obawiała…
Gdy nad rankiem zbudziła się, mimo samotności czuła się najszczęśliwszą czarownicą na świecie.

KONIEC

*

Chciałbyś porobić coś ciekawego wieczorem? Jeśli ci o tym powiem, to będzie nasz sekret do końca życia, więc zastanów się dobrze, Albusie. I nie odpisuj, bo psorka może zauważyć. Pogadamy na przerwie.


Scor